— Moja mama idzie.
Olga zamarła, trzymając w rękach miskę z sałatką.
Jej ramiona opadły, a cała lekkość wieczoru w jednej chwili wyparowała.
– TERAZ ?
O tej porze? — w jego głosie nie było histerii, tylko ogromne zmęczenie człowieka, którego przez lata kłuto igłą.
— Viktorze, rozmawialiśmy o tym.
Mieliśmy spędzić spokojny wieczór.
Po co?
Czy ona jeszcze raz sprawdzi kurz na gzymsach, czy zapyta, kiedy znajdę „prawdziwą” pracę?
— Nie, — Viktor podszedł do telewizora — ogromnego czarnego panelu wiszącego na ścianie.
— Dziś kurz go nie będzie interesował.
Dzisiaj przeżyjemy wieczór objawień.
Przygotuj trzecie nakrycie.
— Straszysz mnie — powiedziała Olga cicho, stawiając miskę z sałatką na stole nieco głośniej, niż było to konieczne.
— Co się dzieje?
Czy ta rozmowa z sąsiadem ma jakiś związek?
— Bezpośrednio.
Po prostu mi zaufaj, Olya.
Proszę.
Usiądź i nie bój się niczego.
Cokolwiek ona powie, po prostu zamknij się i obserwuj.
Wyjął pamięć USB z kieszeni i podłączył ją do boku telewizora.
Wziął pilota i sprawdził, czy system rozpoznał plik.
Wszystko było gotowe.
Pułapka była uzbrojona, mechanizm nasmarowany.
Dzwonek do drzwi zadzwonił dokładnie dwadzieścia pięć minut później.
Natarczywy, władczy — dwa dźwięki krótkie, jeden długi.
Podpis Galiny Pietrownnej.
Viktor poszedł otworzyć drzwi.
Olga pozostała przy stole, z plecami wyprostowanymi niczym napięta lina.
Przygotowywała się do obrony, spodziewając się ataków z przyzwyczajenia.
Na progu stała Galina Pietrowna.
Wyglądała, jakby wybierała się do opery, a nie do domu syna na poważną rozmowę.
Beżowy płaszcz kaszmirowy, idealna fryzura, jaskrawoczerwona szminka.
Ciężki, drogi zapach natychmiast wypełnił wejście, wypierając zapach domowego komfortu.
W jego oczach płonęło podniecenie drapieżnika, który wyczuł zapach krwi.
— Więc gdzie jesteś? — nie zadała sobie nawet trudu, żeby powiedzieć „dzień dobry”, weszła od razu do środka i zdjęła buty.
— Witia, jesteś blada.
Boże, spójrz w jakim stanie cię zostawiła!
Mówiłem ci, ostrzegałem cię jeszcze przed ślubem!
Gdzie ona jest?
Przeszła przez pokój dzienny, nie czekając na zaproszenie.
Widząc Olgę siedzącą przy stole, Galina Pietrowna wykrzywiła usta w pogardliwym uśmiechu.
— Więc siadasz?
„Jesz?” – warknęła na synową, zamiast się z nią przywitać.
— Widzę, że masz dobry apetyt.
Czy nie dręczą cię wyrzuty sumienia?
Czy u osób takich jak Ty organ ten zanika z powodu braku używania?
Olga powoli podniosła wzrok.
— Dobry wieczór, Galino Pietrowna.
Nie rozumiem, o czym mówisz.
— Nie rozumiesz? — matka teatralnie podniosła ręce i zwróciła się do Viktora, który właśnie wszedł za nią.
— Spójrz na nią!
Uosobienie niewinności!
Aktorka teatralna, której kariera legła w gruzach.
Witia, chodź, nie zwlekaj.
Powiedz mu co wiesz.
Patrzy ci w oczy i próbuje kłamać.
Viktor obszedł matkę bez słowa i usiadł przy stole, obok żony.
Położył rękę na ramieniu Olgi.
Ten gest wywołał zmarszczenie brwi u Galiny Pietrowny.
To nie pasowało do jego scenariusza.
Jej syn miał być załamany, wściekły, szukać ochrony u matki i nie tknąć „zdrajczyni”.
— Usiądź, mamo — głos Viktora był suchy i szorstki jak papier ścierny.
— To będzie długa rozmowa.
— Nie będę siedzieć z nią przy jednym stole! — prychnęła Galina Pietrowna.
— Wypędź ją stąd, Witia!
Sąsiedzi nie kłamią!
Wala opowiedziała mi wszystko… no cóż, Wala jest uczciwą kobietą, nigdy nie skłamie!
— Dokładnie — zgodził się Viktor, biorąc do ręki pilota do telewizora.
— Właśnie o uczciwości będziemy rozmawiać.
Wspomniałeś o Walentynie Igorevnie we właściwym momencie.
Mam ciekawy dokument do obejrzenia w gronie rodzinnym.
Galina Pietrowna zamarła.
Jego wzrok powędrował w stronę czarnego ekranu telewizora, potem w stronę syna.
Coś w jego głosie – zbyt spokojnym, zbyt pewnym siebie – instynktownie zmusiło ją do napięcia.
Ale było już za późno, żeby zawrócić.
— Załóż to — rzekła wyniośle.
— Mam nadzieję, że są tu dowody jego zepsucia?
— O tak, — Viktor nacisnął „odtwórz”.
— Istnieją dowody zepsucia.
Ale nie ten, o którym myślisz.
Na wielkim ekranie pojawił się obraz lądowania.
Ostre, jasne, o wysokiej rozdzielczości.
Galina Pietrowna zobaczyła siebie od tyłu i rozpoznała swój płaszcz.
I w tym momencie jego pewność siebie pękła po raz pierwszy, ledwo zauważalnie.
Cisza w salonie stała się gęsta, stłumiona, niemal namacalna.
Jedynym dźwiękiem był głos Galiny Pietrowna dochodzący z głośników telewizora.