“To twoi goście, sprzątaj po nich!” – krzyknęła żona, trzaskając drzwiami.

Stali na środku salonu, obejmując się, a Katia nagle poczuła, jak napięcie ostatnich miesięcy ustępuje. Może to nie był koniec ich problemów, ale z pewnością początek czegoś nowego.

„A teraz chodźmy zjeść lasagne” – powiedział Oleg, cofając się. „Spędziłem trzy godziny, robiąc ją, więc zobaczcie sami”.

Katya się roześmiała – po raz pierwszy od dawna szczerze.

„Jeśli nauczyłeś się robić lasagne, jestem gotowa ci wszystko wybaczyć” – puściła oko.

Ale w głębi duszy wiedziała, że ​​nie chodzi o lasagne. Chodzi o to, że w końcu ją zobaczył. A to było cenniejsze niż jakiekolwiek sprzątanie czy impreza.

„Naprawdę myślisz, że to zadziała?” Katya siedziała przy kuchennym stole, patrząc na Olega znad kubka herbaty.

„Powinno być” – Oleg wzruszył ramionami, ale w jego głosie brakowało tej samej pewności siebie. „Powiedziałem chłopakom: żadnych niezapowiedzianych gości. I żadnych imprez, dopóki się nie zgodzimy”.

Katia skinęła głową, ale w głębi duszy dręczyły ją wątpliwości. Minął tydzień od ich rozmowy, a Oleg naprawdę się męczył. Nie zapraszał już znajomych bez jej pozwolenia, pomagał w sprzątaniu, a nawet proponował spokojny wieczór we dwoje – przy winie i starym filmie. Coś jej jednak podpowiadało, że to cisza przed burzą. Jego przyjaciele, przyzwyczajeni do gościnnego mieszkania, nie dadzą się tak łatwo zwieść.

„Dobrze” – uśmiechnęła się, próbując stłumić niepokój. „Spróbujmy. Ale jeśli ten cyrk znów się zacznie…”

„Nie chce się uruchomić” – przerwał jej Oleg, biorąc ją za rękę. „Katio, mówię poważnie. Rozumiem wszystko”.

Chciała wierzyć. Naprawdę chciała. Ale w głębi duszy wiedziała: stare nawyki trudno wykorzenić.

Minął miesiąc. Mieszkanie w centrum Jekaterynburga znów stało się ich azylem. Katia cieszyła się ciszą. Oleg dotrzymał słowa – przynajmniej na razie. Zaczął nawet gotować w weekendy, niezręcznie, ale z entuzjazmem, a Katia nie mogła powstrzymać uśmiechu, patrząc, jak grzebie w ziemniakach, przeklinając tarkę.

Ale w piątek wieczorem zadzwonił dzwonek do drzwi. Katia, która właśnie wróciła z pracy, zamarła z kapciami w dłoni. Oleg, stojący przy piecu, gdzie skwierczały kotlety, spojrzał na nią pytająco.

„Spodziewałaś się kogoś?” zapytała, czując, jak znów narasta w niej znajoma irytacja.

„Nie” – zmarszczył brwi. „Może sąsiedzi?”

Katia otworzyła drzwi i o mało nie upuściła kapci. Stał tam Sierioga, najlepszy przyjaciel Olega. Za nim, szeroko uśmiechając się, majaczył jego kuzyn Sasza.

„Cześć, Katiuszo!” Sierioga zrobił krok naprzód. „Przechodziliśmy obok i postanowiliśmy wpaść. Czy Oleg jest w domu?”

Katia poczuła, jak krew uderza jej do skroni. Czy oni przejeżdżali? W piątek wieczorem?

„Seryoga” – próbowała mówić spokojnie – „nie spodziewaliśmy się gości”.

„Chodź, Katya” – machnął ręką, zdejmując już trampki. „Zaraz wracamy. Posiedzimy i pogadamy”.

Oleg wyszedł z kuchni, wycierając ręce ręcznikiem. Na sekundę zrzedła mu mina, ale szybko się uspokoił.

„Chłopaki” – zaczął – „mówiłem wam, że teraz nie musicie przychodzić bez wezwania”.

„No, daj spokój” – Seryoga poklepał go po ramieniu. „Czyż my jesteśmy obcy? Jesteśmy po prostu rodziną!”

Katia spojrzała na Olega. Jego wzrok błądził między nią a przyjaciółmi i wtedy zrozumiała: wszystko miało się właśnie rozstrzygnąć. Albo odeśle ich do domu, albo ich kruchy rozejm się zawali.

„Sieriogu, Sasza” – Oleg wziął głęboki oddech – „ale nie dzisiaj. Katia i ja chcieliśmy spędzić wieczór sami. Zadzwońmy do siebie, wybierzmy jakiś dzień i miło się spotkajmy”.

Sierioga zamarł, najwyraźniej nie spodziewając się odmowy. Sasza przestępował z nogi na nogę, uśmiechając się niezręcznie.

„Serio?” Seryoga zmrużył oczy. „Jesteś teraz pod moją kontrolą, czy co?”

Katia zacisnęła zęby, ale milczała. Oleg podszedł bliżej do przyjaciela, a jego twarz stwardniała.

„Nie chodzi o obcas, Seryoga. Chodzi o szacunek. Do Katii i do mnie. Do naszego domu”.

Zapadła cisza. Sierioga spojrzał na Olega, jakby zastanawiając się, czy żartuje, czy nie. Sasza kaszlnął, zasłaniając oczy.

„Dobrze” – mruknął w końcu Seryoga. „Jak sobie życzysz. Będziemy do siebie dzwonić”.

Wyszli, zostawiając za sobą niezręczną sytuację. Katia zamknęła drzwi i zwróciła się do Olega.

„Dziękuję” – powiedziała cicho.

Skinął głową, ale wyglądał na zaniepokojonego.

„Byli obrażeni” – zauważył, wracając do kuchni. „Seryoga nie jest przyzwyczajony do odmowy”.

„Nie jesteś przyzwyczajona do mówienia „nie” – powiedziała Katia cicho, ale stanowczo. „Ale zrobiłaś to. I doceniam to”.

Oleg uśmiechnął się lekko, ale było jasne, że dręczy go poczucie winy. Katia wiedziała: dla niego przyjaciele byli jak druga rodzina. A odrzucenie ich byłoby jak stłumienie własnej pieśni.

Następnego ranka Oleg otrzymał wiadomość od Sieriogi:

„Bracie, co się stało? Chcieliśmy tylko usiąść. Czy Katya naprawdę cię naciska?”

Oleg długo wpatrywał się w ekran, niepewny, co powiedzieć. Uwielbiał Sieriogę – przyjaźnili się od pierwszego roku i razem przeżyli dobre i złe chwile, nawet na budowach, w studenckich brygadach. Ale słowa Katii o tym, że ich dom to ich dom, a nie akademik, utkwiły mu w pamięci.

Odpisał:

„Sieriogu, nie chodzi o Katię. Potrzebujemy tylko trochę czasu dla siebie. Przyjdź w przyszłą sobotę, miło pogadamy.

Odpowiedź nadeszła godzinę później:

„No dobrze. Ale się zmieniłeś, bracie.”

Dalsza część artykułu znajduje się na następnej stronie. Reklama