Zaczęły się problemy w pracy
Spokój nie trwał długo. Po dwóch dniach wydarzenia zaczęły wyglądać jak seria przypadków, lecz pod koniec tygodnia Katia nie miała już wątpliwości, że ktoś próbuje ją zastraszyć i osłabić.
Pierwszy cios dotyczył jej pracy. Katia była florystką, a niedawno, dzięki oszczędnościom i niewielkiej pożyczce, otworzyła małe studio „Kwiaty u Katii”. Była to realizacja jej wieloletniego marzenia, rozwijana równolegle z pracą w salonie.
W środę rano zadzwonił mężczyzna, który poprosił o pilny, duży i kosztowny bukiet pogrzebowy. Katia zaczęła ustalać szczegóły, lecz rozmówca stwierdził, że musi skonsultować się z rodziną i oddzwoni.
Nie zadzwonił.
Godzinę później w miejskim serwisie pojawiła się jednogwiazdkowa opinia zarzucająca pracownicy studia niekompetencję oraz niewłaściwe potraktowanie klienta.
Następnego dnia sytuacja się powtórzyła. Tym razem ktoś pytał o dużą kompozycję ślubną. Niedługo później pojawiła się kolejna negatywna opinia.
Katia zrozumiała, że nie chodziło o prawdziwe zamówienia. Ktoś próbował stworzyć w internecie obraz jej firmy jako niewiarygodnej i nieprofesjonalnej.
Drugi problem pojawił się w salonie, w którym nadal pracowała. Właścicielka, Jelena Witalijewna, wezwała ją do gabinetu.
— Katia, docierają do mnie niepokojące informacje.
Anonimowi rozmówcy twierdzili, że Katia przejmuje klientów salonu i kieruje ich do własnego studia, oferując niższe ceny.
— To kłamstwo! Nigdy czegoś takiego nie zrobiłam!
Jelena Witalijewna przyznała, że wierzy swojej pracownicy, lecz jednocześnie ostrzegła, że kolejne podobne telefony mogą zaszkodzić reputacji firmy.
Najbardziej dotkliwy incydent wydarzył się jednak w niedzielę. Do mieszkania Swiety przyszły dwie kobiety przedstawiające się jako pracownice organu opieki. Otrzymały anonimowe zgłoszenie, według którego Katia miała źle traktować swojego kota.
Marsik pojawił się w korytarzu, a jego wygląd szybko zaprzeczył zarzutom. Pracownice nie znalazły oznak przemocy ani zaniedbania i zakończyły kontrolę.
Dla Katii znaczenie tej wizyty było jednak znacznie poważniejsze. Ktoś wiedział, gdzie obecnie mieszka. Atak dotarł nie tylko do jej pracy i firmy, ale również do prywatnego życia.
Skontaktowała się z Maksimem Andriejewiczem. Prawnik uznał, że działania mogą mieć na celu wyprowadzenie jej z równowagi i sprowokowanie do reakcji, która później zostałaby wykorzystana przeciwko niej.
Zdecydowali się przygotować formalne pismo dotyczące zaprzestania nękania i rozpowszechniania nieprawdziwych informacji. Dokument miał zostać skierowany do Antona, jego matki, Olgi i Siergieja.
Niespodziewany gość
Po wysłaniu pierwszych oficjalnych pism nastąpiła cisza. Nie pojawiały się kolejne opinie ani telefony. Katia nie potrafiła jednak się uspokoić. Każdy nieznany numer wywoływał napięcie.
Pewnego listopadowego wieczoru, gdy Swieta była w pracy, ktoś cicho zapukał do drzwi.
Katia spojrzała przez wizjer i rozpoznała Nikołaja, ojca Antona. Był to cichy, niemal niewidoczny człowiek, który zazwyczaj pozostawał na uboczu rodzinnych konfliktów.
— Katia… jestem sam. Potrzebuję pięciu minut.
Nie chciała wpuszczać go do mieszkania. Zgodzili się porozmawiać na ławce przed budynkiem.
Nikołaj od razu przeprosił ją za działania żony i syna. Przyznał również, że za fałszywymi opiniami i innymi próbami nacisku stali członkowie rodziny.
Potem opowiedział własną historię.
Trzydzieści lat wcześniej ożenił się z Lidią. Ona była silna i zdecydowana, on spokojny. Stopniowo coraz większa część majątku trafiała pod jej kontrolę. Według jego relacji przepisywał na nią kolejne rzeczy, ponieważ chciał zachować spokój w rodzinie.
Z czasem stracił poczucie, że cokolwiek naprawdę do niego należy. Najbardziej zabolało go, gdy po pobycie w szpitalu odkrył, że Lidia sprzedała jego kolekcję starych aparatów fotograficznych, którą gromadził od dzieciństwa.
— Nie chcę, żebyś stała się taka jak ja — powiedział. — Człowiekiem, który we własnym domu jest tylko cieniem.
Następnie wyjął z kieszeni niewielki pendrive.
Twierdził, że zawiera pliki znalezione na starym komputerze Lidii. Według niego dotyczyły działalności finansowej prowadzonej przez nią i Siergieja. Znajomy księgowy miał ocenić, że dokumentacja może wskazywać na poważne nieprawidłowości.
— Chcesz, żebym ich szantażowała? — zapytała Katia.
— Nie. Chcę, żebyś miała zabezpieczenie, jeśli nie przestaną. Pokaż to prawnikowi.
Katia długo się wahała, lecz ostatecznie wzięła nośnik. Nikołaj poprosił, aby więcej się z nim nie kontaktowała.
— Po prostu wykorzystaj to rozsądnie. I wygraj. Choćby za mnie.
Odszedł, pozostawiając Katię z pendrivem w dłoni i jeszcze większą liczbą pytań.
Informacja, która zmieniła układ sił
Następnego dnia Katia przekazała nośnik Maksimowi Andriejewiczowi. Prawnik przejrzał materiały i uznał, że zawierają informacje mogące mieć poważne znaczenie dla działalności Lidii i Siergieja.
Katia nie chciała ich niszczyć ani rozpoczynać kolejnego konfliktu. Chciała jedynie, żeby zostawili ją w spokoju.
Maksim Andriejewicz zaproponował więc ostrożne rozwiązanie. Nie zamierzał formułować bezpośrednich gróźb. W przygotowanym piśmie miała pojawić się jedynie informacja, że podczas przygotowywania materiałów związanych z ewentualnym postępowaniem dotyczącym pomówień ujawniono pewne niezgodności finansowe mogące zainteresować odpowiednie organy.
Dokument przygotowywano przez dwa dni. Prawnik starannie dobierał każde sformułowanie. Wymieniono w nim wcześniejsze zdarzenia, zażądano natychmiastowego zaprzestania działań wymierzonych w Katię, a następnie wspomniano o posiadanych informacjach dotyczących działalności finansowo-gospodarczej osób związanych ze sprawą.
Pisma wysłano listami poleconymi do Antona, Lidii Pietrowny, Olgi i Siergieja.
Katia czekała na gwałtowną reakcję. Nic jednak się nie wydarzyło.
Dopiero trzeciego dnia otrzymała krótką wiadomość z nieznanego numeru:
„Wycofajcie swoje roszczenia. Więcej nie będziemy niepokoić”.
Maksim Andriejewicz uznał to za sygnał, że druga strona zrozumiała ryzyko i zdecydowała się wycofać.
Katia nie czuła triumfu. Była przede wszystkim wyczerpana. Po raz pierwszy od wielu tygodni miała jednak poczucie, że grunt pod jej stopami przestał się osuwać.