Informacje docierają — sprawdzam je.
Gdzie jest problem?
Jednak wynik jest na twoją korzyść.
— Problem w tym, że dla ciebie to jest równanie — Olga chwyciła się krawędzi stołu, aż stawy zrobiły się białe.
— Nie powiedziałeś: „To absurd, moja żona nie jest taka”.
Poszedłeś obejrzeć film.
Przyznałeś, że mogę tu przyprowadzić ludzi.
Oglądałeś nagrania spodziewając się zobaczyć zdradę.
Dopiero spotkanie z matką pozwoliło ci rozładować złość.
— Nie psuj wszystkiego! — Viktor gwałtownie odsunął talerz.
Dźwięk porcelany uderzającej o drewno był ogłuszający.
— Broniłem cię!
Właśnie wyrzuciłem własną matkę, zerwałem z nią wszelkie kontakty, żebyś ty mógł żyć w spokoju.
A ty mnie przesłuchujesz?
„Nie broniłeś mnie” – powiedziała Olga cicho, ale każde słowo spadało na nią ciężko jak kamień.
— Broniłeś swojego ego.
To, co cię obrzydzało, to fakt, że próbowali cię oszukać.
Gdyby na nagraniu nie zarobiła twoja matka, tylko nikt inny… czy kontynuowałbyś jego monitorowanie?
Czy oglądałbyś to przez tydzień?
Jeden miesiąc?
Czy zainstalowałeś mikrofon?
Viktor jest tutaj.
Znał odpowiedź i nie podobała mu się ona.
Oczywiście, że by kontynuował.
Paranoi nie da się po prostu wyłączyć.
Galina Pietrowna wiedziała, gdzie uderzyć.
Wybrała niewłaściwą osobę do realizacji tego pomysłu, ale sama idea okazała się strzałem w dziesiątkę.
Ziarno wątpliwości, o którym mówiła, wykiełkowało natychmiast.
„Jesteś taka sama jak ona, Witia” – powiedziała Olga z niepokojącym dystansem.
— Teraz patrzę na ciebie i widzę jej rysy.
Ta sama arogancja.
Ta sama pewność posiadania prawa do kontroli, weryfikacji, osądzania.
Jesteście równi.
Jesteś po prostu młodszy i ubierasz się lepiej, jak na współczesnego mężczyznę przystało.
— Zamknij się — wycedził Wiktor przez zęby.
— Nie waż się mnie z nią porównywać.
Wybrałem cię.
— Wybrałeś funkcję praktyczną — wstała od stołu.
— A gdy zgłaszano błąd w tej funkcji, wchodziło się do ustawień, aby sprawdzić logi.
To nie jest rodzina, Viktor.
To projekt komputerowy.
I wiesz co?
To mnie obrzydza.
Czuję fizyczny wstręt, gdy wiem, że obserwowałeś mnie przez kamery.
Że wszystko nagrywasz.
Że żyjemy w akwarium, do którego tylko Ty masz klucz.
— To jest bezpieczeństwo! — ryknął, wstając z kolei.
— W tym świecie nie można ufać nikomu!
Dziś to udowodniłem!
Gdybym nie miał tych kamer, rozwiedlibyśmy się, bo nie byłbyś w stanie się usprawiedliwić!
Powinieneś mi podziękować za ten system!
— Do diabła ze swoim systemem! — Olga po raz pierwszy tego wieczoru podniosła głos.
Jego twarz wykrzywiła się z bólu i gniewu.
— Wolałabym, żebyśmy się rozstali!
Zamiast mieszkać z mężczyzną, który na wszelki wypadek prowadzi teczkę dotyczącą swojej żony.
Myślisz, że pokonałeś swoją matkę?
Nie, Witia.
To ona wygrała.
Chciała brudu — i teraz brud jest wszędzie.
Olga odwróciła się i poszła w kierunku sypialni.
— Dokąd idziesz?
“Jeszcze nie skończyliśmy!” krzyknął za nim Viktor.
– Idę spać.
W pokoju gościnnym.
Nie zbliżaj się do mnie dziś wieczorem.
Nie chcę cię widzieć.
„To moje mieszkanie!” wyrzucił z siebie, zanim zdążył pomyśleć.
Olga zatrzymała się w drzwiach.
Odwróciła się powoli.
W jego spojrzeniu było tyle pogardy, że Viktor miał ochotę zasłonić się rękami.
— No i masz — uśmiechnęła się gorzko.
— Właśnie znów pojawiły się informacje o szkoleniu mamy.
„Mieszkanie jest na syna. Szybko ją wyrzucimy”.
Nie różnisz się od niej niczym.
Absolutnie nie.
Dobranoc, gospodarzu.
Drzwi pokoju gościnnego zatrzasnęły się z hukiem.